Najpierw na piątek i kawałek soboty wyjechał Pan. Potem w niedzielę rano wyjechała Pani a ja takich sytuacji bardzo nie lubię. Zaczęło się w niedzielę koło drugiej. Na forum rodzinnym Pan dostał pytanie, czy może nakarmić Kasiule. Pan jako miłośnik zwierzaków zdecydował pospieszyć z pomocą przed naszym spacerem. Mieliśmy z Megi potrzebę szybkiego siku więc Pan niechętnie wypuścił nas na ogród. No i się zaczęło. Sąsiad, którego Pan określa mocnymi słowami miał wymienić dziurawa siatkę, które to dziury zrobiły jego psy. W pierwszym i ostatnim etapie miał przyciąć gałęzie, które weszły w siatkę. Zniszczył cały żywopłot a zostawił wielką dziurę. Nie będę kablowal kto zaczął, ale znaleźliśmy się z Megi po drugiej stronie. Ja tam wróciłem do domu szybciutko, bo wiedziałem, że narorabialismy. Megi wracała bardzo długo. Pan był zdenerwowany i trafiła mnie pierwsza padasia. Pan robi sobie wyrzuty, że to przez to, że nie było południowego leku... Druga miałem jak jadłem wieczorny lek. Atak był k...