Troszkę mi wstyd...
Najpierw na piątek i kawałek soboty wyjechał Pan. Potem w niedzielę rano wyjechała Pani a ja takich sytuacji bardzo nie lubię. Zaczęło się w niedzielę koło drugiej. Na forum rodzinnym Pan dostał pytanie, czy może nakarmić Kasiule. Pan jako miłośnik zwierzaków zdecydował pospieszyć z pomocą przed naszym spacerem. Mieliśmy z Megi potrzebę szybkiego siku więc Pan niechętnie wypuścił nas na ogród. No i się zaczęło. Sąsiad, którego Pan określa mocnymi słowami miał wymienić dziurawa siatkę, które to dziury zrobiły jego psy. W pierwszym i ostatnim etapie miał przyciąć gałęzie, które weszły w siatkę. Zniszczył cały żywopłot a zostawił wielką dziurę. Nie będę kablowal kto zaczął, ale znaleźliśmy się z Megi po drugiej stronie. Ja tam wróciłem do domu szybciutko, bo wiedziałem, że narorabialismy. Megi wracała bardzo długo. Pan był zdenerwowany i trafiła mnie pierwsza padasia. Pan robi sobie wyrzuty, że to przez to, że nie było południowego leku... Druga miałem jak jadłem wieczorny lek. Atak był króciutki. Potem miałem trzeci leciutki atak w nocy. Ostatni, czwarty obudził Pana o siódmej. Jest mi strasznie przykro i głupio. Pan ma dziś urodziny a ja mu serwuje taki mnogi prezencik w etapach. Tak to ze mną jednak bywa. Nie lubię zmian, nie lubię nerwowych sytuacji. A Pan się zdenerwował że ho ho. Zdemolowany żywopłotem, krnabrnoscia Megi... Czego życzę Mojemu Kochanemu Panu... Nie pisze Wspaniałemu bo to dziwnie denerwuje Panią... Mojemu Kochanemu Panu życzę jak najmniej problemów i stresów i jak najwięcej udanych spacerów że ma, bo spacery to zdrowie.
Komentarze
Prześlij komentarz