Nasza Bańka...

Wyszło słońce o wyciągnąłem Pana na spacer. Jak cztery lata temu. Tak żeby pogadać od serca. Jak wierny pies z jego kochanym Panem. Boli mnie coraz bardziej, że jakby schodzę u Pana na plan dalszy. Jestem coraz bardziej obowiązkiem... A ja chcę jak cztery lata być psim partnerem. Pogadałem z Panem o komunikacji. Wiem, Pan ma teraz na głowie stronę swojego rocznika maturalnego, Klub Absolwenta... Ale weźmy taka grupę rodzinna. Pan tam ciągle pisze i w zasadzie nikt mu nie odpowiada. No bo to nie jest Pana Bańka... Pana Bańka jest kresowa, leśna, łąkowa, zwierzuńska. Bańka rodzinna realizuje się na pogrzebach, weselach, podczas świąt i innych uroczystości. Ale to nie jest codzienność. Pan pięknie powiedział o codzienności na urodzinach Pani. Ja jestem tą codziennością. Moja choroba i chęć do życia mimo wszystko. I chęć do dzielenia się z innymi na blogu. Chyba przekonałem Pana. Pan ma już po kokardę i nie jest w stanie obsłużyć wszystkich kanałów. Dlatego zamiast pisać na grupę i nie słyszec żadnego echa Pan wraca do mojego bloga. Do zdjęć na kanale Zwierzuny. Założyłem się z Panem. Nikt nawet nie zauważy, że Pan przestał pisać na rodzinnej grupie...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 15

Dzień 4