Dwie kaleki...

Mnie wczoraj z wieczora trafiła mocna padasia. Pan ratował mnie z opóźnieniem, bo Pan we czwartek doznał kontuzji. Po pracy pojechał do mojej przychodni po receptę na lek. Przychodnia jest przy tej kultowej 634 która remontują od roku a końca tego remontu nie widać. Tak jak nie widać pracowników na placu budowy. Bo ludzie są. Bo jakoś muszą się poruszać po mieście. Jak Pan wracał to myślał, jak ja sobie dam radę jadąc na zastrzyk. Pan wszedł na wysoki krawężnik i zaczął myśleć, czy mi lalunia nie wpadnie w dziury w kratce ściekowej. Tak się zamyślił, że spadł z krawężnika. Miał szczęście, mógł sobie coś złamać. Jak zwykle rozwalił sobie kolano. Tym razem lewe. Pierwsza noc Pan jęczał mimo okładu z lodu. W piątek wziął środki przeciwbólowe, obbwiazal kolano opaska i pojechał do pracy. Pi co? Zarabiać na moje chrupki. Dziś w poniedziałek Pan nadal cierpi. Dlatego też obaj leżymy sobie w salonie na kanapie. Starość jest fajna, ale trzeba uważać. Bywa niebezpieczna. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 15

Dzień 4