Just on time
Pan znowu był na ostatnią chwilę na stacji. Ale tym razem nic mu nie uciekło, jak w miniony czwartek. Wczoraj byłem u Pana Doktora Konrada. Ocenił, że jestem jak nowy i może nie będzie kolejnej operacji. I bardzo dobrze. A ja, skoro Pan jedzie do Warszawy opowiem dwie historie. Pierwsza z wczoraj. Najpierw w siegaczu Megi wyweszyla jeża. A potem na Kresowej pojawił się... No nie dzik ale zająć. Przyszedł pewnikiem s sąsiedniego siegacza. Najpierw trochę się nas bal. Jak wracaliśmy to podszedł bardzo blisko do nas. Zupełnie się nie bał. Ale nie atakował. Stawał tylko słupka. Jak zobaczył ten swój leśny siegacz był jak rakieta. A w sobotę lub niedzielę Pan miał niezła przygodę. Najpierw był motor, Pan go usłyszał. Potem coś zaszumiało, zaszelescilo. Może jak opony roweru. Pan stanął na poboczu i nic nie przejechało. Pan się obrocill do tyłu i szok. Za nim był długi czarny wąż z jasnymi cętkami. I ten wąż wspiął się na rękę Pana. Szok, co nie? To co to było? Otworzył się pojemnik na torby na kupy i wypadła rolka, która się rozwinęła...
Komentarze
Prześlij komentarz