Trojeczka
I znowu miałem trzy padasie. Dwie jednej nocy. Ale jest już chyba lepiej. Bo przed pierwszą nie chciałem spać w łóżku i zaliczyłem atak w kreciolku na parterze. Drugi był w łóżku o polnocy - obecność Pana niewiele pomogła. Trzeci tej samej nocy zaliczyłem znowu na parterze koło szóstej rano. Biedny Pan...
Wczoraj był Ksiądz po kolędzie. Byliśmy grzeczni. Wszyscy. Koty się schowały, Megi trochę szalała, ale opanowała się.
Dziś rano był występ Bambosza. Przez chwilę zalegalismy nawet we czwórkę. Bambosz wylazł spod łóżka. Potem Pana obudził dziwny hałas i dziwne szczekanie Megi. Ja i Docent byliśmy na miejscu. Czyli Megi szczekała na Bambosza w gabinecie. Kociamber siedział na blacie a Megi ujadala. Z bliska Pan zobaczył przyczynę. Na blacie siedział mały przerażony kos. Pierwsza próba złapania ptaka zakończyła się porażka. Trzeba chwytać szybko ale nie za szybko, żeby nie spłoszyć. Potem trzeba chwycić mocno ale nie za mocno, żeby nie udusić. I wszystko ma być w tempo, po chwytanie ptaka z rozłożonymi skrzydłami to masakra. Kos przefrunął na drugą część blatu. Wizja kosa latającego po gabinecie uskrzydlila Pana. Druga probo była sukcesem. Kos datl się, wyrywał, drapał pazurami ale nieskutecznie. Pan go postawił na parapecie w kuchni. Kos nie odleciał. Może z przerażenia. Gdy po chwili Pan wrócił na śniadanie kosa nie było. Albo odleciał albo zjadł go Putin...
Niepokoje się o zdrowie Pana. Boli go głową i gardło, w nocy pocił się ale pojechał na ten swój magiczny czwartek. Jak coś Pana chwyci kto będzie chodził na spacery? Wiem, jestem interesownym Psem Jaśkiem, ale trzeba dbać o swoje interesy. Zobaczymy co będzie wieczorem... Pan nalykal się pigułek. Może mu przejdzie. Bo jak nie przejdzie będzie bardzo kiepsko. Wszystko przez pogodę. Albo mróz, albo odwilż...
Komentarze
Prześlij komentarz