Dziesiąty dzień...

Bez Pani. Pan jest chory, ale dzielnie nie zaległ na stałe w łóżku. Miał do obrobienia całą nasza czwórkę. We czwartek po pracy nawet nie miał siły na zakupy. Wyszedł z nami na spacery i padł. Sen leczy. Wiem. Ja po luminalu w zasadzie ciągle śpię. W piątek Pan poczuł się lepiej. Zrobił zakupy, nabyl leki i...  Najpierw zaliczył w lozku cztery katastrofy lotnicze. A potem... Jak głupi siadł do pracy. No i znowu poczuł się gorzej. W sobotę były śnieżyce i Pan prawie cały dzień spał. Nie musiał pracować, więc zdrowiał. Dziś w niedzielę rano był mrozek. Później przyszły chmury i ciepło. Łóżkowa pogoda. Pani już w Polsce, ale przyjedzie za kilka godzin. A ja byłem na fajnym spacerze z Bamboszem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 15

Dzień 4