Spacerowa padasia

Pan jest wspaniały a Pani jest kochana. Pani oddała mi swoje miejsce w łóżku. Dziś rano było mroźnie i słonecznie. Megi poszła z Panią i Panem na pola. Ja wyszedłem z Panem koło dziewiątej. Najpierw powoli oblazlem dom i osikalem to i owo. Kupcie nie było bo nie kupciam na swoim. Sikać czyli znaczyć to i owszem. Ale kupa... Wykupcialem się na Kresowej. Pan ze względu na lapunie zarządził odwrót. Jak kiedyś poukładałem z okoliczną psiarnia. Szczególnie z tym małym białym zza mojej siatki. No i jak skończyłem ujadać zaczęło się klapanie. Specjalnie dla Pani będzie ta fraza. Pan był wspaniały i wziął mnie na ręce, żebym nie miał ataku na zamarzniętej ziemi. To było mistrzostwo Pana. Smycz, worek z kupcia i Ja Pies Jasiek wierzgający łapciami. Pan mnie doniósł do bramy i potem jakoś dałem radę. Nie było długiej schizmy, bo atak był krótki i wyglaskany w ramionach Pana. Pan wyjechał na obronę doktoratu i trochę się o mnie martwi, ale damy radę. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 15

Dzień 4