Ozdrowieniec...

W sobotę jeszcze byłem w kiepskiej formie. Ale dziś i wczoraj czyli w niedzielę odbyłem spacery po lesie. Nie było pełnej pętli, bo wcześniej dawałem sygnał w tył zwrot, ale i tak to mega postęp. Co więcej w jadalni przy posiłkach wrócił mi wigor do szczekania, co szczególnie irytuje Panią. Jestem trochę binarny. Albo mam doła i wyglądam jak większą połowa nieszczęścia albo nadaktywnie drę mordę. Ja Pies Jasiek taki już jestem i chyba się nie zmienię. Bo to wszystko to choroba i leki. Ale najważniejsze, że minął mi kryzys, Pan jest bardziej uśmiechnięty i spokojny. No bo mam z Panem pewna szczególna więź. Ja trochę inwalida czyli rencista, Pan emeryt. Pasujemy do siebie na spacerze, żadnych wielkich prędkości... Bo jeśli chodzi o leżenie to Megi jest "lepsza". Ja zawsze proszę o zaproszenie, Megi ładuje się sama. Do łóżka, na kolana... Ja Pies Jasiek może i jestem ulicznikiem, ale z wysoką kultura osobista. Już Zacisze Wilno. Co będzie z moim blogiem, jak Pan nie będzie jeździł do pracy?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 15

Dzień 4