Znowu dziki...

W niedzielę ranek był cudownie chłodny. Skoro świt czyli koło dziewiątej poszliśmy na spacerek. Jeszcze na siegaczu Megi najezyla się i zaczęła ujadać. Na tej działce gdzie rosną kanie koło domu, który jest w budowie było stado z olbrzymią locha. Ta była mega duża, gapiła się na Pana i merdala ogonkiem. Potem potruchtala. Strach się bać... No i nie było spacerku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 15

Dzień 4