Prezencik...
No to mamy piątego lokatora... W nocy nie darł pyska wie może bardziej wychowany niż Megi? Pan to ma coś w sobie... Najpierw Ja Pies Jasiek pobiegłem i wskoczyłem. Teraz ten kociak. Pan szedł ze mną a ja na Kresowe lubię piszczelach. A kociak pokazał z Panem. No bo chyba nie za mną. Komplikuje się Panu logistyka ale Ja Pies Jasiek wiem, że Pan Jest Wspaniały. Pan da radę...
Ja Pies Jasiek mam dziś super humorek i apetyt mimo wichury. Teraz Pan zajrzał do małego czarnego. Ten to ma motorek i energię. Ale czas na zakupy...
A po zakupach działo się... Na spacerze na drodze była powalona sosna. A potem tak zaczęło wiać, że Pan zrządził odwrót. Zgodziłem się, a potem w domu zaczęło się... Najpierw padła jedna faza prądu, potem druga, potem pierwsza wróciła a na koniec padło wszystko. Pan wyszedł ze mną na kolejny spacerek i pojechał na partyzancki obiad. Tam jest klasyka, czyli kuchenka gazowa. Prądu nie było, ale obiad był. A Pan cierpiał z braku prądu, bo mu rozładowała się komórka.
A na Partyzantów okazało się, że Pan wywołał panikę w Stanach a konkretnie w Teksasie. Jak o 6:29 chciał zrobić zapowiadany wpis na moim blogu nie trafił w ikonkę nowego wpisu tylko to co jest pod spodem. A pod spodem był wpis z listopada, który Pan zrobił po wizycie u ortopedy. No i ten głupi Google Blogspot zmienił podczas uzupełniania wpisu datę i godzinę. Pani to przeczytała i zdenerwowała się, a Pan był rozładowany. Tak to jest
Komentarze
Prześlij komentarz