Słoneczna Kalifornia...
Wczoraj do Pana zadzwoniła Pani Marta ze słonecznej Kalifornii. Ja Pies Jasiek jestem już międzynarodowy. Nawet mimo zmiany pierwotnego imienia Johnny na swojski Jasiek. Pani Marta gratulowała Panu medalu ale rozmawiali też o mnie. Tak, rada, żeby przy wychodzeniu Pani i Pan nie robili scen jest absolutnie słuszna. Jak słyszę takie słodkie teksty typu piesiunku nie martw się, wrócimy, bądź grzeczniutki to zaczynam się denerwować i niepokoić. Oczywiście najbardziej lubię jak Pani i Pan są w domu ale swój rozum mam. Chrupki i puszki są ze sklepu a nie z kosmosu i Państwo muszą po nie pojechać.
Dziś Pan musiał pojechać do pracy. Odwołali mu pociąg o 9:10 więc znowu będzie na uczelni na styk. Oj, przeklinał siarczyście... Ale jak się Dziekan zgodzi będzie jeździł tylko dwa razy. Ja Pies Jasiek jestem dzieckiem szczęścia. Pan wyjeżdża w poniedziałki i czwartki. Pani we wtorki u piątki. Pozostałe trzy dni jesteśmy razem, choć w niedzielę Państwo nie zabierają mnie do kościoła. A legendy mówią, że w Wołominie był pies co chodził do kościoła...
Po południu Państwo poszli ze mną do weterynarza, tego z Sikorskiego, koło którego zacząłem nowe życie. Lekarz Kitka znowu powiedział, że mi źle patrzy z oczu. Co on, optyk czy okulista? Na wieczór wymusiłem kolejny spacer i Pan ma życiówkę 14k...
Pan był miły dla Dziekana i ma zgodę na zdalne zajęcia. Troszkę musiał podpicowac bo zdalne mogą być tylko wykłady. Niesamowite ale argumentem było selfie z Rektorem. Ja Pies Jasio też chce mieć selfie z Panem... A na wydziale wszyscy są pewni przejścia na zdalny tryb. Pytanie nie brzmi czy ale kiedy. Większość stawia na listopad po 11 aby jeszcze kibole naziole i łysole mogli mieć swoją wymarzoną rozrywkę. No bo drugi raz nie zamkną cmentarzy bo im słupki spadną. Jakie to życie ludzi jest skomplikowane...
Komentarze
Prześlij komentarz