Wreszcie mam bloga...
Nazywam się w moim drugim życiu Jasiek. Ja jestem psem, stąd ten tajemniczy tytuł JaPiesJasiek. Jestem kundelkiem, więc mam kłopoty z interpunkcją i mam do tego prawo. Skąd się pojawiłem na kresowej? Jak byłem w niedzielę 12 września w okolicach skrzyżowania Gryczanej i Sikorskiego jechał samochód. Coś mi to przypomniało... Pobiegłem za tym samochodem i o dziwo samochód jak skręcił w Słowiańską to stanął a ja przed nim. Pani (dziś wiem, że Kasia) otworzyła drzwi a instynkt kazał mi wskoczyć. I tak zajechałem na Kresową... Tam były chrupki i woda i... dwa koty. Troszkę się boję kotów i nawet nie wiem, nie pamiętam dlaczego...
Pierwsza noc była fajna - Pan (Robert) spał ze mną na kanapie w salonie, bo... wcześniej zaprotestowałem przed zamknięciem mnie w sionce. W poniedziałek rano Pan mi założył szeleczki i smycz i wyciągnął na ten ich sięgacz. Nie byłem tym zachwycony. Nie po to biegłem za samochodem, żeby znowu gdzieś wyłazić... Potem zostałem wykąpany. Po południu Pani ganiała się ze mną po ogródku. Starałem się jak mogłem,
bo podobno ludzie lubią szczeniaczki. Pan mówi, że ja mam roczek. He he
he... Roczek to ja miałem... Całkiem dawno temu. Szampon pachniał bardzo ładnie, ale czy to było konieczne? Ja miałem taki fajny psi aromat... Nie powiem, po kąpieli awansowałem i zostałem zaproszony na noc do łózka do Państwa. Państwo chyba bardzo kochają zwierzaki - nocą wpadał kot, taki duży biały spaślak, którego nazywają Docent. Jest jeszcze taki młody rudzielec co na niego wołają Donek lub Donald... Fajno tu jest... Troszkę narozrabiałem. Nie chciałem Państwa budzić i walnąłem kupę tam gdzie Pani pracuje. Wstydzę się, ale za dużo zjadłem a tak chciałem być grzeczny!
We wtorek Pani poszła do pracy, byłem z samym Panem, troszkę markotny. No bo ja lubię jak są i Pan i Pani. Po tych wypadkach z kupą miałem mniejszy apetyt. A wieczorem nie zaproszono mnie i nie zaniesiono do łózka. Zostałem sam w salonie. Cholera, to przez tą kupę? Brzuch mnie z nerwów rozbolał jak nie powiem co. Jakoś tak nad ranem Pan wypuszczał kota i zabrał mnie do łózka. Czyli chyba az tak bardzo nie podpadłem...
We środę Państwo zabrali mnie do weterynarza, koło którego wskoczyłem im do samochodu. Lekarz jak lekarz wsadził mi w dupę termometr i trochę postraszył, że jak nie jem to mogę coś mieć po kleszczach. Państwo chyba się zaniepokoili, mam nowe chrupki, ale jakoś mi nie idą. Poszedłem z nimi na spacer. Jak są razem to chyba mi krzywdy nie zrobią... Fajne tereny są wokół. Byłem bardzo grzeczny, żeby znowu nie narozrabiać. Wieczorem Państwo oglądali w salonie telewizję. Za trudne dla mnie - w obcym języku. Pan spał... Ale nie zapomniał mnie zabrać do łóżka.
Znowu nawaliłem, walnąłem kupcie u Pani w pokoju. Pan się obudził na moje siku, drugi raz bałem się budzić. Nadal ni jem chrupek, bo jakoś mi nie leżą. Pani karmi mnie z ręki. Serek biały, żółty, ptiberek, trochę puszki dla psów. Ja Pies Jasiek lubię po prostu ludzkie jedzenie i lubię jak mnie się karmi. Tyle wspomnień z pierwszych dni. Jeszcze wrzucę focię, którą Pan dał na ogłoszeniu, że błąkał się pies. Błąkał się i przybłąkał do dobrych ludzi - to cała historia! Aha, podobno Rodzina mojego Nowego Państwa (brzmi to politycznie...) ma ochotę mnie poznać. Nie ma sprawy, jestem grzeczny, łagodny i spokojny. Pan mówi, że jestem reinkarnacją trzech słynnych psic. Po najstarszej Sarze mam umaszczenie, po środkowej Gapie złoty charakter a po najmłodszej Myszce posturę. Nie ukrywam, takie stwierdzenia bardzo mnie zobowiązują.

Nie wiem jak sie do Ciebie zwracac - JaPsieJasku? Troche glupio, wiec skroce. Jasku, jestes cudny i mam nadzieje, ze docenisz to, iz trafiles do rodziny najlepszej z mozliwych🥰
OdpowiedzUsuńOczywiście Jaśku. W adresie bloga nie mogło być Jasiek, bo ta nazwa jest już zajęta. No to skoro Ja (jestem) Pies Jasiek to adres i tytuł bloga to JaPiesJasiek. Tak mówię o sobie. Ale do mnie to się mówi po prostu Jasiek. Aha, jak coś zrobię dobrze to lubię usłyszeć Brawo Jasiu!
Usuń