Pierwszy tydzień

Pa i Pani już się chyba troszkę nauczyli obsługi Psa Jaśka. Rano musi być spacerek. Mnie nie interesuje wypuszczenie na podwórko. Wiem wiem... Pan się musi zmobilizować. Ale kupa to potrzeba wyższego psiego rzędu i kupa nie poczeka. Dziś Pan pochwalił jakość kupy i może nie będzie mnie ciągał po lekarzach. Zjadłem trochę przy stole. Dobra, z poziomu podłogi. Mięsna puszka plus biały serek plus chlebek. Dostałem też chrupy. Teraz łażę i szczekam. Połapią się o co chodzi? Drugi długi spacerek?
8:55 i po spacerku. Pan ma na zegarku 3k kroków i mamrocze chińskie gówno. No bo mu się nie zsynchronizował wczorajszy rekord. Ja mówię - Pan, nie bój żaby. Dziś też zrobisz rekord. No bo po coś tu jestem czyż nie? Wiem, teraz czas próby. Postaram się nie ujadać ale niczego nie gwarantuje. Bo Ja jestem Pies Jasiek... Który oczywiście ujada! Pan się ogolił i nie wygląda jak dziadek leśny. Włączył też grzanie dla kotów. Podobno to rekord. Nigdy nie grzał od 20 września. A mówią o globalnym ociepleniu...
Po 3.5 spaceru Ja Pies Jasiek wykręciłem Panu 8405 kroków. Jest jeszcze jeden spacer w planie ale potem znowu coś się nie połączy i będzie draka. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 15

Dzień 4